Powódź nie daje za wygraną. Już wszystko wydawało się pewne, już najgorsze chwile miały stawać się traumatycznym wspomnieniem, a tu cały dramat rozgrywa się na nowo. Na wschodzie Stanów mają trąby powietrzne, na zachodzie trzęsienia ziemi, a my mamy swoje powodzie, które stają się coraz częstszym zjawiskiem. Tysiące ludzi traci dach nad głową, nie wspominając o ubraniu czy sprzęcie AGD, który w obecnych czasach i sytuacji pozwoli szybciej wrócić do w miarę normalnego życia. Jak zwykle w takich chwilach, Polacy okazują solidarność i chętnie dzielą się pomocą, także tą materialną. Niektórzy oddają nie tylko pieniądze, lecz także odzież i tak pomocny sprzęt czy wyposażenie domu. Wszystko w akcie współczucia i litości nad niesprawiedliwością, jaka dotknęła innych. A jednak w tym pięknym obrazku jest coś, o czym się nie mówi. W telewizji pokazują powodzian, którzy wymieniają brakujące im do życia artykuły. Inni przywożą... Oddają często własny sprzęt, który leży nieużywany, który w jednym miejscu jest już nieprzydatny, lecz w innym mógłby być zbawieniem. A no właśnie - mógłby, gdyby tylko został przyjęty. Konwój wyrusza do centrum jednej z organizacji - umownie nazwijmy Caritas. - Mamy to, to, tam na samochodzie, tylko dajcie ludzi do rozładunku. - A ta pralka to trochę ma wgniecioną obudowę... A ta mikrofalówka to potłuczone szkiełko na zegarze. I taki zmechacony sweter? Nie, my tylko nowe rzeczy przyjmujemy, zabierzcie to! - pada odpowiedź koordynatora zbiórki. No tak, pęknięta osłonka zawiasu na lodówce dyskwalifikuje. No i ten sweter - pewnie ktoś się spocił w nim i teraz nie nadaje się do noszenia! Wymogi? Niech tam będzie... Skoro wszystko musi odbywać się do cna formalnie... Transport zmierza więc prosto w miejsce potrzeby. To nic, że po połamanych asfaltach, z wielkim trudem przez błota. W końcu tam komuś trzeba pomóc. - Niech pani zbierze sąsiadów i podzielimy, co komu potrzebne. - Panie! Zabieraj pan to! Tu Caritas przyjedzie, to nowe przywiozą, a nie takie złomy! No tak, Caritas nauczyło wygodnictwa, rozpieściło, pokazało, że można inaczej. Po co więc komuś pralka, która hałasuje przy wirowaniu, czy wytarte spodnie, które byłby jak znalazł przy usuwaniu szlamu z mieszkań. Gdzie ci biedni ludzie wypatrujący czegoś ciepłego i suchego na noc do założenia? Gdzie Ci, którzy pragną kupić produkt, który będzie gdzie odłożyć do jutra? Gdzie wycieńczeni, którzy stracili wszystko i oczekują jakiejkolwiek pomocy? Przecież powodzianom się należy! I koniecznie więcej, niż dałby ubezpieczyciel, gdyby ktoś się ubezpieczył. Markowe ciuchy i pralka z 10 programami, kuchenka z termoobiegiem i mikrofalówka z funkcją opiekania! I na gwarancji, żeby można było wymienić, gdyby tak się zepsuła. Konwój wraca więc szukać kogoś naprawdę biednego, kto tylko poprosi o szydełko, by móc zacerować dziurę w swetrze, kto przytuli się buczącej lodówki, kto do otrzymanego blaszanego czajnika naleje resztkę wody z butelki i zaproponuje słabą herbatę dziękując za to, co dostał. |